niedziela, 17 listopada 2013

138 - O transmisji i o teorii drugiej połowy (ledwie słowo).

Kiedy na początku czerwca Róż ostatni raz przedłożyła poczucie winy i cierpienie nad miłość i towarzystwo Czerwieni wcale nie byłem tak całkowicie pewien czy wróci. Wierzyłem w to. A dokładniej, wierzyłem w to, co czuję do niej i bardziej jeszcze w to, co ona czuje do mnie. Byłbym jednak idiotą nie zauważając, szczególnie po własnych doświadczeniach, jak wiele Róż musi zostawić za sobą, więc pewności nie miałem wcale. Kilka tamtych dni kosztowało wiele. Doświadczyłem wszystkich możliwych emocji w wielu odcieniach, dużo pisałem żeby im sprostać i jakoś je zneutralizować. Wyobrażałem sobie, że Róż wraca i zostaje już na zawsze, i że ja relacjonuję ten powrót, a potem każdy wspólny dzień utrwalam słowami. Z oka cyklonu – napisałem. Taka transmisja miała być… I co? I Róż wróciła. Dzielimy życie. Całkiem na poważnie. Całkiem na zawsze. Pasujemy do siebie! Nie mogę za oboje się wypowiadać, ale Róż mówi, że jesteśmy jak puzzelki, więc chyba myśli to samo… No i nie mam czasu na pisanie. Może później, kiedyś, napiszę traktat „Teoria drugiej połowy”. O Róż, mojej drugiej połowie i o jej wpływie na drugą połowę mojego życia. Kluczowym słowem jest „kiedyś”, bo na razie jestem szczęśliwy, a kiedy jestem szczęśliwy, to nie piszę. Życie mi bardzo smakuje, każda chwila. Chce mi się żyć i kochać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz