Codzienność z Czerwienią
jest cudowna, najcudowniejsza na świecie, taka prosto z marzeń, prosto z najpiękniejszej
bajki… nie oznacza to jednak, że bezproblemowa. Czerwień tydzień temu przy
kolacji, tuż po bardzo burzliwej wymianie zdań na temat przenikania się życia
‘ZANIM’ z życiem ‘MY jako codzienność” powiedział mi: „Problemem nie jest to
czy się kochamy i czy chcemy być razem, bo to już wiemy. Problemem są kłopoty
dnia codziennego: byłe żony, byli mężowie, kredyty hipoteczne… problemy, które,
jeśli nie będziemy o nich rozmawiać i ich rozwiązywać, zabiją NAS”
Czerwień nie rozumie, że
są takie dni, kiedy jest mi źle i wówczas nie mam ochoty udawać, ze wszystko
jest ok, nie mam ochoty być silna. Chcę się popłakać, pomarudzić i wykrzyczeć
co mnie boli, powiedzieć dlaczego jest mi źle. Tak jak robi to Czerwień, kiedy
czuje się skrzywdzony, zawiedziony, upokorzony. Nie chcę perfekcyjnej gry
pozorów, w której jesteśmy zawsze szczęśliwi i uśmiechnięci. Chce żywego i
prawdziwego życia, ze wszystkimi jego radościami i problemami. Chciałabym, żeby
Czerwień był zawsze świadomy tego, że kiedy jest smutny to… to nie jest tak, że
jego smutek jest sam, daję mu swój, żeby tamtemu było raźniej… a kiedy ja
jestem smutna, to po prostu powinien mnie przytulić mocno i nie złościć się, że
milczę, nie krzyczeć, że nie rozumie moich łez… po prostu przytulić mnie i
pozwolić mi oddychać jego ciepłem, ukoić się biciem serca, aż niepokój, żal i
ból odejdą…
Czuję się naprawdę podle
ostatnio. Kiedy czytam smsy i maile od K. przepełnione żalem, bólem, krzywdą,
to serce mnie boli… nigdy, przenigdy nie chciałam nikogo skrzywdzić, a kiedy czuję
jego smutek i łzy, mając świadomość, że te łzy płyną przeze mnie, to chciałabym
cofnąć czas o te kilka lat i i minąć go obojętnie, kiedy mnie zaczepił na
korytarzu uczelni… tym bardziej, że kiedy Czerwień patrzy na mój smutek z
powodu byłego męża to rani i boli go to bardzo mocno. Świadomość krzywdzenia
Czerwieni poprzez współczucie dla byłego męża jest przerażająca, jest wręcz nie
do zniesienia. Skoro tak, to dlaczego wciąż mi się to przytrafia? Dlaczego nie
potrafię poradzić sobie z negatywnymi emocjami? To pewnie z braku anioła, bo…
…przecież wszyscy wiedzą,
że anioły podnoszą na duchu, pokazują jak się lata…wszyscy poza Czerwienią
oczywiście, bo on ma te swoje darwinowskie teorie doboru naturalnego…a mój
anioł stróż ostatnio gdzieś się załajdaczył po drodze chyba. Nie pierwszy z
reszta raz, łachudra jeden śpi teraz pewnie z aureolą pod głowa zamiast
poduszki przy płocie trzepocząc raz po raz skrzydłami w alkoholowej agonii … jak
go dorwę to mu te skrzydełka powyrywam! Ja to mam jednak wyjątkowe w życiu
szczęście, nawet anioł stróż rodem z piekła mi się przytrafił… :)
Chciałabym, żeby Czerwień
zawsze pamiętał, że kocham go do szaleństwa, kocham go na zabój i KOCHAM GO NA
ZAWSZE! Nikt i nic tego nigdy nie zmieni! Tylko z nim chcę być, z nim chce żyć,
z nim chcę się zestarzeć lub zginąć w katastrofie lotniczej…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz