Kochanie, poznęcałem się trochę i ponatrząsałem z Twojego męża.
Chyba musiałem odreagować tę debilną z nim rozmowę, w czasie której czułem się
jakbym gadał z kilkulatkiem skarżącym się, że mu zabrano samochodzik, która na
dodatek ujawniła, że Twoje i moje smsy nie są dla niego tajemnicą. Albo od
dawna pokazujesz mu wszystkie, co raczej by mnie zszokowało, bo znaczyłoby, że
ja byłem i jestem dla Ciebie zabawką… Albo chłopak zainstalował w twojej
komórce jakiś programik backupujący, co jest dziecinnie łatwe i trawa półtorej
minuty. Tak właśnie pojawia się wierna kopia naszej korespondencji na tym blogu.
Jeśli ja umiałem to zrobić, to informatyk pewnie użył czegoś jeszcze bardziej
zaawansowanego, szczególnie, że delikatnie mówiąc ma niewielki szacunek dla
prywatności i tajemnicy korespondencji. Zapewne dlatego, wybacz złośliwość
ateisty, że boże przykazania nie mówią nic o smsach, za to święte wersety
mówią, że: „Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową
żony…” No jak słowo daję, nie mogłem się powstrzymać! Wybacz, wybacz, wybacz,
nic nie poradzę, ze mój zboczony mózg zapamiętuje takie cytaty, i że one
przydają się właśnie w takich chwilach. Musisz przyznać, że dobrze to oddaje
jego stosunek do Ciebie… Koniec zresztą o nim! Na razie! Cóż, mógł nie dzwonić,
nie stałby się moim ulubieńcem…
Przed sekundą dostałem sms do mojego przyjaciela Kota, kiedy
usłyszałem sygnał o nadejściu wiadomości omal nie wyskoczyłem ze skóry… Kurde,
nie masz pojęcia jak bardzo mi brakuje kontaktu z Tobą… Kot pyta czy żyję?
Odpowiem, że jeszcze nie wiem… bo rozmyślam właśnie jak zakwalifikować mój stan
po porzuceniu przez Kobietę Idealną, w półtorej godziny od rozpoczęcia
wspólnego życia… Jeśli spojrzeć na to z dystansem, co chyba już mi się udaje,
robi się to dość zabawne, powiem mu więc, że jednak żyję, bo takich emocji, i
tych złych, i tych dobrych nie czułem nigdy wcześniej i nie mógłbym czuć,
gdybym znów był martwy. Tak Kochanie, zrozumiałem właśnie, że dzięki Tobie czuję,
że żyję! Gdyby nie spotkał Ciebie, nie wiedziałbym jak bardzo potrafię kochać i
jak absurdalnie mocno pragnąć, godząc się jednocześnie na czekanie, by tej
miłości nie zbrukać, a tego pragnienia nie splugawić! Zburzyłem wszystko w moim
poprzednim życiu, czuję potworne wyrzuty sumienia wobec żony, szczególnie, że
ona okazała się być aniołem… ale wiem, że było warto. Przy Tobie nie noszę
masek i nie odgrywam ról, czyni mnie to bezbronnym wobec Ciebie, ale
jednocześnie czyni mnie to wolnym. Jestem pewien, że chcę spędzić życie z Tobą,
bo jestem pewien, że Ty masz dokładnie tak samo. Ja będę Twoją tarczą, Twoją
maską, Twoim ostatnim szańcem w walce ze światem będą moje ramiona. A Ty będziesz
tym samym dla mnie. To pewne jak dwa razy dwa. Zostaliśmy stworzenie dla siebie
i nic tego nie zmieni. Będziemy ze sobą szczęśliwi. Wprawdzie tylko raz jak
dotąd widziałem Cię szczęśliwą, w pewną środę, wczesnym popołudniem, kiedy
świat zatrzymał się na chwilę, a może nawet przestał istnieć na kilka minut…
Oczywiście wiesz, że to była też moja chwila… tak powinniśmy się czuć przez
większość nadchodzących lat. Czy to wymagało jakiegoś wysiłku od Ciebie? Mnie
wystarczyło tylko tulić Cię do siebie i zapomnieć, że musze wrócić… Teraz już
nie muszę wracać, czekam w tym parku na Ciebie. I już. Tyle.
J. do mnie dzwonił bodaj cztery razy z pytaniem, czy się
kontaktowałaś, bo się martwi o Ciebie, dodał że wszystko rozumie. Pewnie to
prawda bo i on porzucał, i jego porzucano… Jak znam życie wydzwaniał do Ciebie
dzisiaj… Na koniec powiedział, że wytrzymasz z tydzień… zaproponował, żebym z
nim chodził na panienki przez ten tydzień. Powiedziałem, że się zastanowię, ale
że wolałbym żebyśmy za tydzień zabierali Ciebie z sobą idąc na te panienki… bo
jest lato! A lato to czas podróży i zabawy, mający jeszcze mniej niż wiosna
litości dla…
Pewnie będę rozmyślał i marzył o Tobie intensywnie, ale do końca niedzieli
nie dzwonię do Ciebie, nie piszę smsów, maili, postów na blogu, ani jednej
więcej litery! Jesteś wolna! Masz prawo do własnych decyzji i samodzielnych
wyborów! Dość już było nacisków z mojej strony, koniec z tym. I tak już o wiele
za bardzo zbliżyłem się do poziomu przepychanek w piaskownicy. A przecież nie
chcę fajnej zabawki. Pragnę Idealnej Partnerki, za którą uważam Ciebie. Pragnę,
żeby Kobieta Mojego Życia, pragnęła mnie i CHCIAŁA ze mną żyć…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz