Obiecałem, że nie będę pisał do Ciebie, Kochanie, ale nie mogę nie pisać. To byłoby możliwe, tylko gdybym mógł rozmawiać z Tobą godzinami, a nie mogę... Będę pisał, ale nie będę wysyłał… Będę pisał do Ciebie – ta forma ostatnio bardzo mi odpowiada. W poniedziałek dostaniesz wszystko na raz, albo i nie… Pisząc radzę sobie w własnymi myślami i emocjami, szczególnie z tymi, które nie są specjalnie klarowne i muszą zostać jakoś poukładane w mojej głowie. Zamieniam je w słowa, w całe zdania, a nawet w całe historie i albo wypowiadam na głos w rozmowach, albo notuję, a wtedy przestają mnie nękać. Stają się wypowiedziane. Nie chcę o nas rozmawiać z nikim, szczególnie z przyjaciółmi, którzy nie przyjmą skróconej wersji… A prawda jest taka, że tylko przed Tobą nie mam tajemnic, tylko Ty wiesz jak bardzo to wszystko między nami jest wyjątkowe i pokomplikowane. Wiem oczywiście, że publikując, korespondencję, wyznania i wynurzenia na blogu potencjalnie udostępniam je wszystkim, bez wyjątku, ale tak naprawdę wszyscy to nikt. Z wyjątkiem Twojej siostry, ale ona patrzy na mnie prawie wyłącznie Twoimi oczami… co skąd inąd całkiem jest miłe! Całuski dla U.!
Odprowadzając Cię wczoraj do taksówki wiedziałem co się wydarzy. Dlatego właśnie pytałem, gdy już wsiadałaś, czy wrócisz. Odparłaś że „tak”. Zapytałem kiedy, odpowiedziałaś „dziś”. Omal mi serce nie eksplodowało… Dziwne to było, bo nie kłamałaś. Wiem to. Naprawdę, tak samo jak to, że chcesz żyć ze mną. Sytuacja nas trochę przerosła? Byłem pewien, że dasz radę, byłem dumny, z Ciebie, że zabrałaś w końcu swoje rzeczy do mnie, ale popełniłem błąd, nie zatrzymując Cię w domu. Może powinienem był zadecydować za Ciebie, że to już naprawdę koniec, i że początek. Może powinienem był to wykrzyczeć, a potem zabrać Cię do sypialni i dać z 15 orgazmów, a wierz mi, że potrafię! Tylko, że te orgazmy nie byłyby wyrazem miłości, byłaby manipulacją. Zniżyłbym się do poziomu Twego męża… Przy odrobinie szczęścia nie zauważyłabyś tego, ale ja bym wiedział, brzydziłbym się sobą! Kiedy zostawiałem Cię w łazience wchodzącą pod prysznic, aż brzuch mnie bolał z podniecenia… Ale nie mogłem tego zrobić, naprawdę nie mogłem! Wierzę, iż naprawdę moja będziesz tylko z własnej woli. Od dawna wiesz, że nie tylko o Twoje ciało mi idzie, a o Ciebie całą. Chcę, żebyś dokonując wyboru – wiążąc się ze mną, była pewna, że to na zawsze, że nie istnieją groźby lub prośby, które to zmienią. Wtedy naprawdę nie byłaś pewna… Chociaż to nie tak, wydaje mi się, że byłaś pewna, to tylko ten potworny smutek jaki towarzyszył wyjściu z domu z bagażami i wyobrażenia co on poczuje, prawda?
Miałem zamiar nigdy się do tego nie przyznawać, ale wyjście z domu zajęło mi ponad godzinę, a łez nie mogłem opanować jeszcze na parkingu pod tym blokiem… ja dojrzały facet! Do dziś nie mogę nawet wspomnieć wyrazu oczu Baśki, bo od razu zatyka mi dech… Byłem pewien i jestem pewien! Ale bolało i boli mnie to potwornie. Ciebie musiało boleć gorzej… I niestety będzie bolało i za następnym razem... Bo odejść musisz! Musisz uciekać z tego piekła, w którym żyjesz. Bo zwariujesz tam Dziewczyno… Czekam na Ciebie, tutaj będziesz bezpieczna, bo ja nie mógłbym Cię terroryzować, tłamsić, zastraszać, ubezwłasnowolniać, inwigilować i kontrolować. Nie potrafiłbym Cię pętać konwenansami, drobnomieszczańską moralnością, religijną dewocją, czy jakąkolwiek inną filozofią. Nie potrzebuję byś była mi uległa czy poddana. Mnie to nie zadowala! Chcę żebyś była ze mną, dlatego, że tego CHCESZ. Chcę żebyś była WOLNA! Nie mógłbym wytrwać przy Tobie skrępowanej i pozbawionej radości życia, bo Twoja codzienna energia, pogoda ducha, Twój cudowny uśmiech inspirują mnie i motywują. Przy Tobie osiągnę rzeczy, o których dotąd nie śniłem. I wiem na pewno, że ja też, choć nie wiem czym, daję Ci radość, inspiruję Cię i budzę nadzieję na spełnienie w życiu. Ponieważ nie wiem co we mnie widzisz, staram się ze wszystkich sił być po prostu sobą, być szczerym, nie nosić masek i nie mieć tajemnic, żeby być pewnym że chodzi Ci o mnie, a nie o jakieś urojenie lub fantazję, do której nie mógłbym się zbliżyć.
Kochanie, twój mąż nawet Cię nie zna! Nie wie czego pragniesz, nie wie o czym marzysz, nie ma pojęcia co Cię podnieca i napędza. Żyjesz z nim 4 lata, a on nie wie nawet kim jesteś! Mnie ustalenie tego zajęło godzinę, była to nasza pierwsza wymiana słów, nawet nie rozmowa i dzieliło nas jakieś 3000 km. Za to właśnie mnie kochasz. Dokładnie od tamtej chwili, wiesz, że dopełniam Cię jak nikt inny… Ja też to wiem!
A Ty jesteś moim dopełnieniem! Sumą wszystkiego czego pragnę.
Nie przetrwasz z mężem nawet kilku tygodni więcej, a co dopiero mówić o życiu... Wasz związek umarł dawno temu, jeszcze zanim się pobraliście... Skąd to wiem? Kiedy na mnie patrzysz oczy Ci lśnią i bezwiednie się uśmiechasz. Kiedy o nim wspominasz, bledniesz, masz zacięty wyraz twarzy i przez kilka chwil jesteś bardzo spięta i drażliwa. Samo jego istnienie w Twoim obecnym życiu Cie boli… Przeraża mnie że cierpisz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz