wtorek, 2 kwietnia 2013

38


1 kwi 2013    07:18
Idę o zakład, że dzisiaj będzie lepszy dzień niż wczoraj! Śniłaś mi się!

1 kwi 2013    11:03
Perspektywa wypicia z Tobą porannej kawy jutro i tego, jak ukradkiem kradniesz mi całusy... jednego za drugim... sprawia, że dzisiejszy dzień jest całkiem do zniesienia...

1 kwi 2013    11:03
Po 3 kawach, długim prysznicu, niedokończonej masturbacji, kawałku wędzonego łososia i butelce wody, nagle olśniło mnie dlaczego ten dzień nie może być gorszy od wczorajszego. Otóż kilka powodów: wczoraj spiłem się, a dziś nie mam kaca. Wczoraj obraziłem niemal wszystkich w rodzinie, więc dziś nie będą zawracać mi głowy. Wczoraj Cię kochałem i dzisiaj nie przestałem, na dodatek śniłem o Tobie i jutro się spotkamy na kilka chwil!

1 kwi 2013    11:04
Kurde, niesamowite! W tej samej chwili! Wysłaliśmy wiadomość... Mówiłem, że łączy nas coś nadnaturalnego!

1 kwi 2013    17:32
Myślę o tym jak sobie poradzę ze sobą przez 3 tygodnie odstawienia... Potestowałem trochę notatnik iPada i spokojnie mogę pisać do Ciebie kiedy mi się zechce, a wysyłać kiedy będzie możliwość... I Ty będziesz mogła pisać do mnie licząc się z tym, że odbiorę kiedy sie uda.

1 kwi 2013    17:33
Nie zapomnisz o mnie?

1 kwi 2013    17:37
Swoja drogą to powinno być dla mnie przerażające, że przez kilka tygodni ukradkowych króciutkich rozmów i kilka sms'ow uzależniłaś mnie od siebie do tego stopnia. Dziwne, ale nie jest. Jest raczej fascynujące. Po prostu cudowne...

1 kwi 2013    20:37
Kochanie... zapomnieć? O Tobie? POJEBAŁO CIĘ do reszty przez te święta :))) gdybym była w stanie o Tobie zapomnieć, to byłoby zdecydowanie łatwiej... i wszystko byłoby takie proste, oczywiste i szarobure... ale gdybym była w stanie o Tobie zapomnieć to cala teoria o metafizyce naszego związku okazałaby się zwykłą paplaniną bez cienia sensu... a przecież tak nie jest... przecież to wszystko jest tak namacalne ze musi być prawdziwe...

1 kwi 2013    21:01
Dla mnie to nie ulega kwestii!
Jest tak prawdziwe, że rany, które odniosą ci, których trzeba będzie skrzywdzić, nim "my" będzie miało szansę stać się codziennością, będą goić sie latami...

1 kwi 2013    21:02
Nasze jeszcze dłużej o ile przetrwamy razem ten koniec świata...

1 kwi 2013    21:04
Szaroburość nie może być metafizyczna! Nie lśni w słońcu i nie jarzy sie światłem w nocy...

1 kwi 2013    21:27
Kochanie... myślę, że jeśli "my" będzie miało stać się codziennością to rany zadane otoczeniu i nam mogą goić się nawet całe życie... zagadką pozostaje jak bardzo odporni jesteśmy na ból... a może raczej jak bardzo ja jestem odporna na ból, odrzucenie, wytykanie palcami, obmawianie, przekleństwa, obelgi... a może raczej jak bardzo Ty będziesz ze mną, przy mnie w tym czasie... jak długo i jak prawdziwie będziesz mnie kochał...

1 kwi 2013    21:29
Wiesz, to niesamowite, ale całe święta o tym myślałam... nieśmiało jeszcze... żeby nie zapeszyć, nie przestraszyć... ale nie mogłam się oprzeć...Ty i ja jako codzienno...

1 kwi 2013    21:44
Zagadek jest wiele. Pierwsza, to jak napisałaś, Twoja odporność na stratę wszystkiego łącznie z rodziną. Druga: dlaczego miałabyś chcieć to zrobić? Co jest silniejsze, chęć bycia ze mną czy niechęć do bycia z mężem? Kolejna zagadka: jak to możliwe, że o tym myślimy (tak, ja też!) chociaż łącznie spędziliśmy ze sobą z 10 godzin i to w ubraniach...?

1 kwi 2013    21:49
To, że jestem stuknięty nie ulega wątpliwości, ale i tu jest zagadka: może ja jestem aż tak szalony, że mylę zainteresowanie ze strony pięknej, młodej kobiety z miłością?

1 kwi 2013    21:52
I najdziwniejsza z wszystkich zagadek: dlaczego my oboje, tak bardzo nastawieni na cielesność, wyposażeni przez naturę w raczej sprawne i chłodne rozumy, nagle w miesiąc zaliczamy taki odlot?

1 kwi 2013    21:55
Nie! Jest jeszcze dziwniejsze pytanie: dlaczego ja, facet nie wierzący w nic od bardzo dawna, wierzy dziś, że to "my" jest możliwe?

1 kwi 2013    22:05
Może jestem przepełnioną czystym złem i z lodem zamiast serca czarownicą? Zaczarowałam Ciebie, nieoczekiwanie zatracając się sama w Tobie bez reszty, bez opamiętania i granic... Lód stopniał i serce zaczęło bić... 10 godzin, a znaczą więcej niż wszystko co przeżyłam przez 30 lat... więc tylko czy aż 10 godzin? 10 godzin, które sprawiają, że znów wierzę w to, że warto walczyć, i że wszystko jest w życiu możliwe... wszystko!

1 kwi 2013    23:14
Wiara, nadzieja i miłość... Nie myślałem, że ta sekwencja przejdzie mi kiedyś przez usta, szczególnie w odniesieniu do mnie samego... To jest dowód, że nie mylisz się - absolutnie wszystko jest w życiu możliwe! A Ty jesteś moja i nie stracę Cię tylko dlatego, ze świat nie widział nigdy podobnego romansu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz