10 kwi 2013 14:39
Ósmy dzień
Rano podłączyłem się na chwilę do internetu i jeśli wszystko poszło
zgodnie z moim planem to dostałaś kilka maili, które napisałem w ostatnich
dniach. Jeśli nie, to nadal nie wiesz co u mnie, a ja nie wiem gdzie podziały
się te maile, bo z iPada zniknęły...
Nie wiedziałem, że takie miejsca istnieją jeszcze na świecie. Nie działa tu żaden europejski telefon, bo żaden operator komórkowy nie ma tu zawartej umowy... Cokolwiek to znaczy? Na Polinezji telefony działały nawet na otwartym oceanie miedzy wyspami i tego samego spodziewaliśmy się tutaj. Wiadomo było, że będzie drogo, a okazało się, że nikt nie wydal złotówki...
Udało mi się dzisiaj wyłączyć pierdolone autouzupełnianie i autokorektę tekstu, więc może łatwiej będzie zrozumieć co tak naprawdę napisałem.
Ustaliłem ponad wszelka wątpliwość, że dziś jest ósmy dzień tej wyprawy. Łącznie słońce świeciło przez jeden i trzy czwarte dnia, co nie znaczy, ze się nie opaliłem... Deszcz padał przez dwa dni i jedną noc, co nie znaczy, ze jest kiepsko. Jest tu całkiem inaczej niż na Polinezji. Chłodniej, bardziej bezludnie, ale momentami obłędnie pięknie. Wszyscy robią filmy i zdjęcia, więc ja olałem, bo w ogóle mnie to nie bawi, skupiam się na sobie, jak wiesz to mój drugi ulubiony temat, zaraz po Tobie. Pewne jest dla mnie to, że Cię kocham, i że jesteśmy dla siebie stworzeni, ale całej reszty nie ogarniam do końca. Tylko, że po tych kilku dniach rozmyślań doszedłem do wniosku, że nie zależy mi na ogarnianiu wszystkiego. Pozwolę toczyć się sprawom, tak jak tego będą chciały. Ale przede wszystkim tak jak my będziemy tego potrzebowali. I wiesz co? Wcale nie mamy egoistycznych pobudek! Olśniło mnie dzisiaj rano, ze my mamy po prostu świadomość kim jesteśmy i czego pragniemy, innymi słowy jak lubimy i jak chcemy żyć. Spotkałem Ciebie, kobietę idealnie zgodną z moim marzeniem o miłości życia. Obudziłaś mnie, przywróciłaś z martwych i powiedziałaś całkiem poważnie, że mnie kochasz... I to przed orgazmem! Nie jestem oczywiście pewien czy to nie taka sama prowokacja jak napisy i serduszka rysowane prze Ciebie w moich notatnikach, ale wiesz co? Nie dbam o to. Jesteś jedyną osobą, o której wiem, że chcę by widziała mnie bez wszystkich masek jakie nosze od 30tu, mniej więcej, lat. Dowiesz się o mnie wszystkiego i jeśli mnie odrzucisz, a to całkiem prawdopodobne, to będzie to znaczyło, że nie jestem dla Ciebie tym, kim Ty dla mnie. Wiec niczego nie stracimy bo wszytko było tylko złudzeniem... Nie będzie bolało, nie tak bardzo, może nawet będę mógł oddychać, chociaż nie wiem czy będę chciał.
Gdybym spotkał Cię 10 lat temu byłbym znacznie bardziej niecierpliwy, impulsywny i szalony. Może to było by lepsze? Nie wiem tego. Dziś stać mnie na cierpliwość, podejrzewam, że zwyczajnie dojrzałem. Nie podoba mi się to zbytnio. Nie wiem jak akceptujesz różnicę wieku, nie rozumiem Twego pociągu do mojej alternatywnej urody. Jednak nie zamierzam dociekać. Chce się Tobą sycić aż do omdlenia. Chce Cię poznać w każdej wyobrażalnej sytuacji. Chce z Tobą kosztować wszystkich przyjemności i z Tobą spróbować wszelkich perwersji świata. Nie chcę mieć hamulców przy Tobie i nie chce byś Ty je miała. Chcę być odbiciem Ciebie, jeśli to w ogóle możliwe. Nie chce wychowywać dzieci, nie chce mieć domku z ogródkiem ani pasa, ani kota. W zamian chcę doprowadzać Cię palcami do orgazmów pod kocykiem w czasie lotu samolotem nad oceanem. Chcę słuchać muzyki kiedy przytulasz się do mnie. Chce opowiadać Ci o czym przeczytałem, albo co przyszło mi do głowy, a jeśli nie-daj-bóg znów będę pisał, to chce byś czytała mi przez ramie... I przede wszystkim chcę spełniać Twoje pragnienia, chcę widzieć rumieńce na Twojej ślicznej buzi, chce żeby oczy Ci błyszczały. Pozwolisz mi na to? Chociaż lepsze pytanie jest: chcesz tego?
Mów do mnie prostymi zdaniami i pamiętaj Kochanie, że ja nie jestem domyślny, jeśli mi czegoś nie powiesz, to sam na to nie wpadnę....
Nie wiedziałem, że takie miejsca istnieją jeszcze na świecie. Nie działa tu żaden europejski telefon, bo żaden operator komórkowy nie ma tu zawartej umowy... Cokolwiek to znaczy? Na Polinezji telefony działały nawet na otwartym oceanie miedzy wyspami i tego samego spodziewaliśmy się tutaj. Wiadomo było, że będzie drogo, a okazało się, że nikt nie wydal złotówki...
Udało mi się dzisiaj wyłączyć pierdolone autouzupełnianie i autokorektę tekstu, więc może łatwiej będzie zrozumieć co tak naprawdę napisałem.
Ustaliłem ponad wszelka wątpliwość, że dziś jest ósmy dzień tej wyprawy. Łącznie słońce świeciło przez jeden i trzy czwarte dnia, co nie znaczy, ze się nie opaliłem... Deszcz padał przez dwa dni i jedną noc, co nie znaczy, ze jest kiepsko. Jest tu całkiem inaczej niż na Polinezji. Chłodniej, bardziej bezludnie, ale momentami obłędnie pięknie. Wszyscy robią filmy i zdjęcia, więc ja olałem, bo w ogóle mnie to nie bawi, skupiam się na sobie, jak wiesz to mój drugi ulubiony temat, zaraz po Tobie. Pewne jest dla mnie to, że Cię kocham, i że jesteśmy dla siebie stworzeni, ale całej reszty nie ogarniam do końca. Tylko, że po tych kilku dniach rozmyślań doszedłem do wniosku, że nie zależy mi na ogarnianiu wszystkiego. Pozwolę toczyć się sprawom, tak jak tego będą chciały. Ale przede wszystkim tak jak my będziemy tego potrzebowali. I wiesz co? Wcale nie mamy egoistycznych pobudek! Olśniło mnie dzisiaj rano, ze my mamy po prostu świadomość kim jesteśmy i czego pragniemy, innymi słowy jak lubimy i jak chcemy żyć. Spotkałem Ciebie, kobietę idealnie zgodną z moim marzeniem o miłości życia. Obudziłaś mnie, przywróciłaś z martwych i powiedziałaś całkiem poważnie, że mnie kochasz... I to przed orgazmem! Nie jestem oczywiście pewien czy to nie taka sama prowokacja jak napisy i serduszka rysowane prze Ciebie w moich notatnikach, ale wiesz co? Nie dbam o to. Jesteś jedyną osobą, o której wiem, że chcę by widziała mnie bez wszystkich masek jakie nosze od 30tu, mniej więcej, lat. Dowiesz się o mnie wszystkiego i jeśli mnie odrzucisz, a to całkiem prawdopodobne, to będzie to znaczyło, że nie jestem dla Ciebie tym, kim Ty dla mnie. Wiec niczego nie stracimy bo wszytko było tylko złudzeniem... Nie będzie bolało, nie tak bardzo, może nawet będę mógł oddychać, chociaż nie wiem czy będę chciał.
Gdybym spotkał Cię 10 lat temu byłbym znacznie bardziej niecierpliwy, impulsywny i szalony. Może to było by lepsze? Nie wiem tego. Dziś stać mnie na cierpliwość, podejrzewam, że zwyczajnie dojrzałem. Nie podoba mi się to zbytnio. Nie wiem jak akceptujesz różnicę wieku, nie rozumiem Twego pociągu do mojej alternatywnej urody. Jednak nie zamierzam dociekać. Chce się Tobą sycić aż do omdlenia. Chce Cię poznać w każdej wyobrażalnej sytuacji. Chce z Tobą kosztować wszystkich przyjemności i z Tobą spróbować wszelkich perwersji świata. Nie chcę mieć hamulców przy Tobie i nie chce byś Ty je miała. Chcę być odbiciem Ciebie, jeśli to w ogóle możliwe. Nie chce wychowywać dzieci, nie chce mieć domku z ogródkiem ani pasa, ani kota. W zamian chcę doprowadzać Cię palcami do orgazmów pod kocykiem w czasie lotu samolotem nad oceanem. Chcę słuchać muzyki kiedy przytulasz się do mnie. Chce opowiadać Ci o czym przeczytałem, albo co przyszło mi do głowy, a jeśli nie-daj-bóg znów będę pisał, to chce byś czytała mi przez ramie... I przede wszystkim chcę spełniać Twoje pragnienia, chcę widzieć rumieńce na Twojej ślicznej buzi, chce żeby oczy Ci błyszczały. Pozwolisz mi na to? Chociaż lepsze pytanie jest: chcesz tego?
Mów do mnie prostymi zdaniami i pamiętaj Kochanie, że ja nie jestem domyślny, jeśli mi czegoś nie powiesz, to sam na to nie wpadnę....
10 kwi 2013 19:25
KOCHAM CIĘ!!!
10 kwi 2013 20:08
"MY" ???
Kochanie... (uuuuuwielbiam to słowo odkąd jesteś mój :))
MY to będzie totalna mega-wojna!!! Będziemy ze sobą walczyć
codziennie, w każdej sekundzie naszego życia. Wiem to na pewno! Nawet w
łóżku... ale ta wojna to będzie nasza absolutna harmonia, będziemy się w niej
nawzajem uzupełniać... tworząc jedną, spójną, nierozerwalną całość, TY i JA...
MY razem, MY jako codzienność... będziemy dzień po dniu niszczyć się nawzajem
naszym egoizmem i egocentryzmem, ale w tych samych sekundach będziemy to
wszystko odbudowywać na mocniejszych podstawach... miłością...
Jeśli zdecydujemy się na rewolucję, będzie to (tak myślę)
i dla Ciebie, i dla mnie najtrudniejszy moment w życiu... Wiesz... nie
chciałabym odzierać Cię ze złudzeń ale... taki krok nie obejdzie się bez ran...
oboje zranimy chyba najmocniej jak tylko można osoby, które jakby nie patrzeć
są nam w jakiś sposób bliskie...
I tutaj odzywa się mój egoizm... myślę, że mi będzie trudniej...
tzn... całą "winą" za nasze MY otoczenie obarczy mnie i tylko mnie...
wiem to na pewno... dodatkowo stracę rodzinę i gro ludzi, którzy nazywają się
moimi przyjaciółmi... To będzie dla nas bardzo trudny czas...
Kochanie... cały ten ból stanie się jednak nieważny w
chwili kiedy obejmiesz mnie od tyłu, przytulisz, weźmiesz moją pierś w dłoń i
pocałujesz w kark, dokładnie tam gdzie mam pieprzyki... szepcząc jak
bardzo mnie kochasz... A ja odwrócę się wtedy, spojrzę Ci w oczy i powiem
to samo... tuląc się do Ciebie jeszcze mocniej…
10 kwi 2013 19:25
Kochanie, przez następny tydzień prawdopodobnie nie będę miał
dostępu do internetu wcale. Pewnie napiszę do Ciebie wiele różnych bzdur, które
znów dostaniesz wszystkie naraz. Wybacz, że wysyłam wszytko bez zastanowienia,
ale wcale nie chce mi się zastanawiać....
Jeśli to będzie możliwe spróbuję zadzwonić do Ciebie. Jeśli zobaczysz na wyświetlaczu dziwaczy numer to odbierz, będę to ja, no chyba ze prezes za Tobą tez zatęsknił, zresztą nie musisz nawet odbierać, rozłącz się i oddzwoń, bo tak to działa...
Tęsknie.
Jeśli to będzie możliwe spróbuję zadzwonić do Ciebie. Jeśli zobaczysz na wyświetlaczu dziwaczy numer to odbierz, będę to ja, no chyba ze prezes za Tobą tez zatęsknił, zresztą nie musisz nawet odbierać, rozłącz się i oddzwoń, bo tak to działa...
Tęsknie.
10 kwi 2013 20:22
Chłopaku,
Pisz do mnie pisz i nie zastanawiaj się nad sensem, po prostu
pisz Kochanie do mnie o wszystkim o czym chcesz...
PS: Kurde! Raz nie odebrałam telefonu i będziesz mi to wypominał
do końca życia :)
Hmmm... czy to oznacza, że powinnam zrobić Ci laskę na zgodę??? J))) Jak tak dalej
pójdzie to się nie wypłacę do końca życia J))
Ale i tak Cię kocham J)
PS: tęsknię bardzo mocno...
10 kwi 2013 02:49
Za nie odbieranie telefonu od kochanka, który żegluje na końcu
świata w sztormach i burzach jedna laska, to o wiele za mało... Chcę laskę,
potem drugą, potem chwila przerwy na miliard całusów, mogą być niedbałe, a
potem jesteś moja do końca życia!
Nie będę dzwonił. Zmieniłem zdanie. Taka rozmowa jest trochę bez
sensu przy 10 osobach słyszących każdy mój oddech... Przecież i tak wiesz,
gdzie jestem, i że tęsknię, i że Cię kocham...
11 kwi 2013 22:28
To już 9 dzień bez Ciebie... ostatecznie nie wiem kiedy pojawisz
się w firmie, albo kiedy pójdziesz ze mną na kolację, ale to jeszcze
przynajmniej 14-15 dni, a może nawet więcej... co oznacza, że jeszcze nie
minęła nawet połowa tego koszmaru bez Ciebie...
I mimo tego, że to, że piszesz do mnie napawa mnie ogromem
optymizmu i nadzieją, i sprawia że już niczego się nie boję (poza wielkimi,
włochatymi pająkami - jak już zostało ustalone J) i mam siłę na
wszystko, to jednak wielki smutek i przeogromna tęsknota rozdzierają moje serce
i umysł na strzępy...
Tak sobie myślę, że gdybyś spotkał mnie 10 lat temu to najzwyczajniej
w świecie minęlibyśmy się, pewnie bezpowrotnie... byłam wtedy zupełnie inną
osobą, zupełnie niedojrzałą, nieświadomą tego kim jestem, jaka jestem i czego w
żuciu chcę i potrzebuję do szczęścia... Może poszlibyśmy ze sobą do łóżka raz
czy dwa i później każde z nas odwróciłoby się w sobie tylko znanym kierunku,
pozostałyby tylko wspomnienia wspólnie spędzonej nocy, a może nawet tego by nie
było... kocham Cię takim jakim jesteś... Dojrzałeś... zapewne tak właśnie jest.
Oboje z każdym dniem stajemy się bardziej dojrzali i chodzi tylko o to żeby nie
zatracić w sobie tej dziecięcej spontaniczności, radości chwil, zdolności do
cieszenia się z malutkich rzeczy każdego dnia... bo to (tak myślę) sprawia, że
życie staje się kolorowe, jest jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną przygodą.
Nawet jeśli masz w planie tylko pójść do pracy, a wieczór spędzić przy
książce... jeśli cieszysz się z tego co robisz w każdej chwili swojego
istnienia będziesz szczęśliwy... tak myślę, choć pamiętam Twoje słowa że
szczęście nie istnieje, że zawsze pojawia się na horyzoncie coś, czego zdobycie
ma dopiero dać Ci poczucie szczęścia... Mimo wszystko ja lubię żyć tak jak
żyję... mam na myśli moje cieszenie się z drobnych rzeczy, z tego ze ktoś się
do mnie uśmiechnął, że powiedział coś miłego, z tego że skradłeś mi całusa, że
spotkałam Twoje spojrzenie, że dotknąłeś mojej dłoni, że zjedliśmy razem
kolację, że rozmawiamy o wspólnych wakacjach, wyjazdach, muzyce, z takich
drobnych rzeczy...
Kochanie, pytasz mnie o różnicę wieku... będę szczera, jeśli
zaboli - przepraszam, ale nie potrafię Cię okłamać... w tym momencie nie ma to
dla mnie najmniejszego znaczenia... jeśli natomiast zdecydujemy się na
zburzenia całego świata i na to aby "my" stało się codziennością... nie
jestem w stanie obiecać Ci że za 15 czy 20 lat nie będzie to dla mnie
problemem...
Wiem jednak, że to co czuję do Ciebie to coś zupełnie innego niż
wszystko co mnie do tej pory spotkało... Teraz, kiedy Cię nie ma i mam czas na
rozmyślania, tym bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu... Po raz pierwszy w
życiu to, co czuję jest tak bardzo świadome i wyraża wszystko co jest we mnie.
Mam ochotę pokazać Ci całą siebie, nie potrzebuję przy Tobie udawać kogoś
innego, zastanawiać się czy to co powiem lub zrobię będzie dobrze widziane... Wiem,
że jeśli coś Ci się nie spodoba to powiesz mi to prosto w oczy, w tej samej
chwili kiedy to poczujesz, a to daje mi poczucie bezgranicznego
bezpieczeństwa... Wiem, że brzmi to banalnie, ale nigdy wcześniej tego nie
czułam i byłam przekonana że taka miłość nie istnieje... do teraz... I cały mój
światopogląd wywrócił się do góry nogami...
To Twoje olśnienie, że nie mamy egoistycznych pobudek...
Kochanie mamy, ja mam. Jestem próżna i zepsuta... świadoma siebie i tego czego
w życiu chcę i wiem, że chcę Ciebie... mieć... tak jak i Ty chcesz mieć mnie i
chcesz zamanifestować to całemu światu i to jest egoizm... mój i Twój egoizm.
PS: Kochanie, mówię prostymi zdaniami: CHCĘ!
15 kwi 2013 09:19
Jeśli chcesz, Kochanie, to mnie wystarczy to za wszystkie
deklaracje.
Jeśli powiedziałabyś, że różnica wieku nie ma znaczenia, musiałbym
uznać, że coś z Tobą nie jest w porządku. Kto wie co będzie za 20 lat? Ja będę
bardzo stary, Ty będziesz bardzo... hmm... dojrzała? Ale wiesz co myślę? Myślę,
że dwa lata to byłoby coś! Pięć dla nas dwojga byłoby jak wieczność... I jeśli
to przetrwamy, to następne 8200 lat będzie już zupełnie naturalne. Na tej
wyprawie jest para on 53 lata, ona 32, jest tez dziewczyna 34 lata, na która
czeka jej facet 51 lat... Wszyscy szczęśliwi, wiec chyba można... Rodzice tej
dziewczyny są z nami na jachcie i mówią, że nienawidzą tego faceta, bo pozbawia
ich córkę najpiękniejszych rzeczy, takich jak macierzyństwo... Generalnie
trochę mnie to przeraża. Pewnego dnia będę musiał stawić czoła nienawiści
Twojej mamy... Oczywiście poradzę sobie, bo kocham Cię i nie zwykłem się
poddawać... Strasznie mi Ciebie brakuje. Nie myślałem nawet, że mogę aż tak
cierpieć z tego powodu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz