sobota, 27 kwietnia 2013

59


17 kwietnia 2013 03:54
Płynęliśmy w burzy...
Jesteśmy już o 90 mil bliżej końca wyprawy. Płyniemy już ponad 20 godzin bez przerwy. W nocy była burza z najbardziej zajebistymi błyskawicami jakie widziałem. Bujało nami niemożliwie, padał deszcz, okręt był pod żaglami... Prawdziwa morska przygoda. Niemal w całości ją przespałem. Chyba tylko tutaj nie mam problemów z zasypianiem. Śpię po dziesięć godzin jak dziecko. I czuję się jak dziecko na karuzeli. Wiem że jest fantastycznie, ale chcę już zejść, bo tęsknię, ale za miesiąc będę znów marzył by znaleźć się na Pacyfiku, i tak w kółko.
Jeszcze tylko sześć dni...

17 kwietnia 2013 11:32
Rzuciliśmy kotwice na chwile...
Stoimy w zatoce przy kopalni niklu. Nie ma wifi i nigdy nie było, nie ma też sklepu, ani wsi, chociaż narysowali je na mapie. U Ciebie jest 10:37, we wtorek, pewnie myślisz o kawie... U nas jest 19:37 ciągle jeszcze wtorek. Zwiałem od stołu bo sześć kolejek rumu doprowadziło mnie do przekonania, ze nienawidzę ich wszystkich. Deszcz leje intensywnie od kilku godzin, temperatura powietrza 28 stopni. Wziąłem zimny prysznic w wodzie z odsalarki, leże nago w kabince pod deckiem i słyszę jak dyskutują o brydżu co mnie nudzi i wkurwia. Mam ochotę na seks... Tu i teraz! Z Toba i tylko z Toba! Na stojąco przy maszcie, w strugach deszczu, nie zważając na nic... Każde cierpienie ponoć ma sens, tylko nikt nie wie jaki... Nie wiedziałem, że rozłąka może tak boleć, że mogę być tak rozdrażniony i znudzony wszystkim wokół. Jestem w prawdziwym raju na ziemi i wiem, że wielu będzie mnie nienawidzić z zazdrości i zawiści, ale ja mam przeświadczenie, że marnuję tu czas, że powinienem być gdzie indziej. Widzę Cię, gdy zamknę oczy, czuję Twój zapach w większości podmuchów wiatru. Wspominam, to uczucie które doprowadza mnie do wrzenia, kiedy Twój język dotyka moich warg. Dostrzegasz czasem jak zmienia się rzeczywistość gdy zbliżasz się do mnie?
O północy podnosimy kotwicę i jedziemy dalej. Za 12 - 14 godzin będziemy prawie w Noumei, ale plan jest taki by stanąć przy dużym resorcie i poplażować ostatni raz w czasie tej wyprawy. Poopalać się jeszcze, wypić kilka ginów i zjeść ludzki obiad. Bedzie wifi, wiec wyjdą do Ciebie wszystkie wiadomości, które napisałem ostatnio. Czytasz to w ogóle? Możesz nie czytać, ale pisz do mnie. Że mnie kochasz...
Kupiłem Ci peniska na lodówkę. Trochę przypomina jaszczurkę, ale inne były jakieś miękkie. Chyba nie chciałabyś dostać miękkiego peniska?
J
J. przyszedł po mnie. Mówi, cytuje: chodź się napić, bo ich pozabijam! Pójdę chyba. Jak myślisz? Uratuję ich i spiję się z nimi dobrym rumem z Gwadelupy... w sklepie nie było ginu... W nocy znów będzie bujać, chyba lepszy rum niż aviomarin?
Pragnę Cię jak nikogo i niczego na świecie, jak nigdy wcześniej. Myślałem, że takie uczucia nie istnieją nigdzie poza powieściami dla pensjonarek. Zastanawiam się często jak to się skończy. Może przed nami tylko kilka dni? Kilka tygodni? Kilka miesięcy? Kilka lat? Myślałaś o tym? Wszystko miedzy nami jest dość niezwykłe, więc może wręcz odwrotnie, "my" nie ma końca? Może jednak w zamian za to, że ja Cię wymyśliłem, a Ty mnie odnalazłaś dostaniemy od losu kilka kolejnych wcieleń? Może na końcu, za 8200 lat, staniemy sie jednością?

17 kwietnia 2013 14:38
No i nie ma mnie kto trzymać za rękę
Wypiliśmy po kilka kolejnych szklaneczek rumu. Znowu od nich zwiałem, tym razem już usnę, bo jeśli jeszcze wrócę na pokład to film mi się urwie, a nie ma mnie kto trzymać za rękę w tak podniosłej chwili... Zaraz odpływamy. Juz nawet teraz kołysze nieźle, a jesteśmy jeszcze na kotwicy w zatoce... Potem będzie mocno i pod wiatr... Możliwe, że będę rzygał pierwszy raz w życiu. I kto mnie potrzyma za rękę? Nie możesz siedzieć w domu kiedy ja walczę z żywiołami...

17 kwi 2013 17:51
Najsmutniejsza dziewczyna na świecie....
Strasznie mi dzisiaj smutno bez Ciebie... najsmutniej na świecie L
Jakiś mam dzisiaj mega kryzys spowodowany brakiem Ciebie... tęsknię strasznie, bardzo mi Ciebie brakuje... Z drugiej strony to przecież raptem 3 tygodnie, a nie np. 3 lata...
Musisz mi pomóc... proszę... czuję, że się izoluję... od świata, od ludzi... to reakcja obronna na mega duży stres... jestem tego świadoma, ale jakoś nie mam siły z tym walczyć…
Wczoraj B. sprzedał mnie swoim kumplom z Macedonii, co za kretyn... grali w bilarda... założyli się... oni postawili Audicę, a B. ... mnie... przegrał... miło prawda? :/
Nie wiem Kochanie kiedy po mnie przyjadą... mam nadzieję, że nie wcześniej niż przed Twoim powrotem, bo wtedy będzie już za późno na porwania i uprowadzenia..
Kurde, strasznie mam kiepski humor dzisiaj... mam ochotę się rozpłakać L
Czy będę mogła przy Tobie płakać Kochanie???
Bardzo za Tobą tęsknię, wracaj już...

19 kwi 2013 08:53
Fakt, to bardzo dobrze, że nie trzy lata... Bo B. miałby chyba szanse zdobyć Ci tymi neandertalskimi zalotami. Zbyt wiele poświęcasz mu uwagi i nakręcasz go tym. Wiem, że pasiesz się adoracja, ale czy adoracja ze strony idioty ma jakąś szczególną wartość?
Wkurzają mnie te Twoje zabawki!

19 kwi 2013 08:47
Hmmm... ale, że zazdrosny... czy co??? J

19 kwi 2013 09:11
Absolutnie zazdrosny! Niewyobrażalnie wręcz!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz